Rosyjskie okręty desantowe wyszły w morze

W ostatnich dniach rosyjska flota bałtycka postanowiła wysłać swoje okręty w morze. Nie wiemy po co, nie wiemy gdzie, ale wiemy, że jest ich sześć. Sześć, które nas szczególnie interesują, a są to okręty desantowe. Czy znikną na szerokich wodach i niebawem zapukają tam, gdzie nikt by nie chciał, by zapukały?

Jakie okręty wyszły w morze?

15 stycznia w rejs wyruszyły trzy jednostki projektu 775 o uroczej nazwie kodowej NATO brzmiącej Ropucha. Okręty te poza desantem mogą również służyć do ostrzału wybrzeża przy pomocy rakiet oraz zabrać na swój pokład dodatkowe zestawy rakietowe. W specyfikacji podaje się, że zabierają 2 kompanie wojska i około 20 pojazdów o masie całkowitej do 450 ton. 17 stycznia okręty przeszły przez cieśniny duńskie. Niby rejs jak rejs, pora roku może niezbyt sprzyjająca, ale po to jest marynarka wojenna, by żeglowała zawsze i wszędzie.

Z sobie tylko znanych powodów Rosjanie najwyraźniej postanowili podbić jednak bębenek i 18 stycznia odnotowano przejście kolejnej trójki okrętów tego typu przez cieśniny. Mamy więc w „terenie” niemałą flotyllę okrętów desantowych. Same w sobie nie są one jakoś szczególnie groźne, ale w Internecie zawrzało i ludzie zaczęli łączyć kropki. Tylko czy właściwie?

Czy to kolejny klocek do przygotowań do ataku na Ukrainę?

Rosjanie ruszają w morze, na wschodzie Ukrainy szykuje się zadyma, o czym piszemy od jakiegoś czasu, a dostawa pocisków przeciwczołgowych zrealizowana przez Wielką Brytanię z ominięciem przestrzeni powietrznej Niemiec tylko to potwierdza. Czy jednak wspomniane sześć okrętów to rzeczywiście powód do wielkich zmartwień?

Jeśli się nad tym zastanowić, to na Ukrainę droga jest bardzo daleka. Używanie okrętów desantowych przeciwko takiemu przeciwnikowi jak wojska ukraińskie może być ryzykowne. Równie dobrze Rosjanie mogą popłynąć nimi na północ, do któregoś ze swoich portów, lub poćwiczyć nieco na otwartych wodach, po czym wrócą do ciepłego i przytulnego Kaliningradu.

Pierwszą oznaką, że mamy do czynienia z czymś poważnym, mogłoby być przejście całej szóstki przez cieśninę gibraltarską, ale i to nie byłoby jeszcze super alarmistyczne. Mógłby to być kolejny element podbijania bębenka przez Rosjan. Gdyby taka hipotetyczna flotylla doszła do Dardaneli, to wtedy cała sprawa nabrałaby jeszcze większych rumieńców. Ich ewentualne przejście przez cieśniny, nad którymi pieczę ma Turcja, wcale nie jest oczywiste, ale na pewno jest możliwe.

Nawet jeśli sześć desantowców wejdzie na Morze Czarne, to dalej może być to element rosyjskiej gry. Flota sobie poćwiczyła, przepaliła sporo mazutu i niebawem wróci do swoich portów macierzystych. Jeśli jednak Rosjanie nie dostaną tego, czego chcą, to będziemy już musieli liczyć się z ich realnym wykorzystaniem w potencjalnym ataku na Ukrainę.

A co jeśli rosyjskie wyjście w morze to maskirowka?

Rosjanie specjalizują się w tego typu posunięciach. Wiele oczu patrzy teraz na sunące przez zimowy ocean desantowce. Znaczna część społeczności OSINT śledzi je teraz i spekuluje, jaki jest port docelowy dla rosyjskiej floty, na nie zwrócone będą też satelity i inne środki obserwacyjne.

Czy nie jest to idealna sytuacja, by zrobić coś innego i liczyć na to, że uda się to, zrobić po cichu? W dobie Internetu, a zwłaszcza w dobie mediów społecznościowych, jest to coraz trudniejsze. Trzeba się więc uciekać do sprytnych rozwiązań, które mogą wspomóc utrzymanie tajności kluczowych działań. Musimy też pamiętać o tym, że informacje z rosyjskich mediów społecznościowych mogą być również sterowane centralnie z Kremla, a przynajmniej kierowane w takim kierunku, który moskiewskim decydentom będzie wygodny.

O co grają Rosjanie, o co Niemcy, a o co Stany Zjednoczone?

Odpowiedzi na te pytania są kluczowe z punktu widzenia naszej przyszłości. Oczywiście, o co grają poważne państwa, możemy się jedynie domyślać, więc poniższa analiza to ledwie hipoteza i jak każdą bezbłędnie zweryfikuje ją czas. Pospekulujmy jednak trochę.

Wydaje się, że Stany Zjednoczone rozpaczliwie próbują utrzymać swoją pozycję na świecie. Patrzą nerwowo w kierunku Chin i zastanawiają się co zrobić.

Rosjanie widzą, że słabną i odstają już w sposób poważny w wyścigu technologicznym (choć nie we wszystkich obszarach), ale wiedzą też, że na spięciach pomiędzy USA a Chinami można będzie coś ugrać. To grają. Grają ostro, co widzimy na Ukrainie. Czy Rosjanie są gotowi na atak? To wiedzą tylko przy biurku, przy którym siedzi Putin.

A co z Niemcami? W co one grają? Wydaje się, że grają w gospodarkę i własną dominację w Europie. Wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej pozostawiło dwóch graczy, czyli Francję i Niemcy. Do tej gry Niemcy potrzebują taniego rosyjskiego gazu, rynków zbytu i spokoju i tutaj rodzi się problem.

Na jak dużo Niemcy są skłonne się zgodzić dla zachowania tego spokoju i jak dużo poświęcą dla swego celu. Oczywiście nie poświęcą części siebie. Mówimy o Ukrainie i przyległościach, w tym o Polsce. W długim terminie ta globalna zawierucha może odbić się i na nas i Polska stanie się przedmiotem tej gry. Oby tak się nie stało. Obyśmy byli świadkami rozstrzygnięcia wszystkiego przy zielonym stoliku, ale bez strat dla nas. Straty dla Ukrainy są już raczej pewne. Niepewny jest natomiast ich wymiar i sposób realizacji tychże strat.

kod rabatowy kpt-geex do sklepu combat
Źródło:
  • https://www.thedrive.com/the-war-zone/43914/more-russian-landing-ships-leave-baltic-sea-amid-growing-fears-of-invasion-of-ukraine