NLAW na Ukrainie. Co wiemy o tych pociskach?

Brytyjskie samoloty transportowe C-17 Globemaster III już trzeci dzień latają na Ukrainę i z powrotem. Ich ładownie wypełnione są bronią, ale szczegółów brak. Na pierwsze strony gazet trafił tylko NLAW. Jest to lekki ręczny przeciwpancerny pocisk kierowany. Co o nim wiemy?

NLAW, czyli Next Generation Light Anti-Tank Weapon

NLAW to pocisk przeciwpancerny opracowany wspólnie przez Brytyjczyków (Thales Air Defence ) i Szwedów (Saab Bofors Dynamics). Broń ta została dostarczona do 9 krajów, a ostatnim odbiorcą jest właśnie Ukraina. Jak sama nazwa wskazuje, jest to pocisk nowej generacji. W założeniach konstruktorów nie miał też być bronią ciężką. Plasowany jest poniżej pocisków takich jak Javelin, TOW czy też Spike. Mniejsze rozmiary nie oznaczają jednak dramatycznie gorszych właściwości przeciwpancernych.

Kluczowy jest tutaj zasięg. NLAW może efektywnie razić cele na dystansie od 20 do 800 metrów. Górna granica jest dla celów stacjonarnych. W opracowaniach podaje się, że dla celów ruchomych maksymalne oddalenie wynosi 600 metrów. Dla porównania Javelin może atakować cel oddalony o ponad 2000 metrów, a w niektórych wersjach i formach zastosowania blisko 5000 metrów. Różnica jest zatem ogromna.

Istotna jest jednak wartość minimalna, czyli 20 metrów. Wspomniane już cięższe pociski nie posiadają takiej opcji. NLAW może uderzyć z bardzo bliska, co może mieć duże znaczenie podczas walk w terenie zurbanizowanym.

W nazwie pocisku mamy również słowo lekki i ma to niebagatelne znaczenie, gdy broni przeciwpancernej ma używać piechota. NLAW obsługiwany jest przez jednego żołnierza i waży zaledwie 12,5 kg, więc nie ma najmniejszego problemu z jego przenoszeniem i poruszaniem się z nim nawet w trudnym terenie.

Producent podaje również, że pociski można przechowywać przez 20 lat i nadal będą spełniały swoje zadanie.

Co jeszcze potrafi NLAW?

Podaliśmy już dystans, z jakiego NLAW może skutecznie razić cel, ale nie napisaliśmy najważniejszego. Według zapewnień producenta pociski tego typu mogą skutecznie razić wszystkie współczesne czołgi podstawowe (z angielskiego Main Battle Tank – MBT). Producent podaje możliwość przebicia pancerza o grubości do 500 mm. Czas od momentu wykrycia celu do jego trafienia to zaledwie 5 sekund, więc ewentualne aktywne działania obronne ze strony załogi czołgu są ograniczone. Praktycznie może ona liczyć na to, że zamontowane na pojeździe systemy zadziałają automatycznie.

Producent w stosunku do pocisku używa określenia „unjammable”, czyli twierdzi, że nie da się zakłócić jego pracy, a tym samym zabezpieczyć przed jego atakiem. Jesteśmy co do tego sceptyczni i raczej zakładamy, że na każdy miecz w końcu znajduje się tarcza. Czy teraz już taka „tarcza” na NLAW istnieje, nie wiemy.

Niewątpliwą zaletą pocisku jest jednak możliwość atakowania z różnych pozycji. Operator może znajdować się w rowie, ukrywać się za drzewem lub innym obiektem lub znajdować się na piętrze budynku. NLAW i tak poleci w kierunku wskazanego celu. Co więcej, można nawet odpalić pocisk pod kątem 45 stopni w dół lub zrobić to z wnętrza budynku. Jest to właściwość szczególnie korzystna w terenie zurbanizowanym.

NLAW trudno jest oszukać

Według producenta system NLAW działa w taki sposób, że trudno jest go oszukać. Nie na darmo czołgi wyposaża się w systemy samoobrony. Warunki terenowe mogą dodatkowo utrudnić zadanie strzelcowi i samemu pociskowi. NLAW nie działa w trybie lock-on signature, czyli nie wyłapuje na przykład ciepła silnika lub nie naprowadza się na emisję elektromagnetyczną. Operator ma za zadanie śledzić cel przez kilka sekund i następnie nacisnąć spust. Pocisk resztę załatwia już sam.

Pocisk NLAW może być używany w dwóch podstawowych trybach. Są to Overfly Top Attack (OTA) i  Direct Attack (DA). Pierwszy skuteczny jest przeciwko czołgom, gdyż atakuje z góry, w miejsce, w którym współczesne wozy bojowe mają stosunkowo słabą ochronę. Drugi tryb przeznaczony jest do ognia bezpośredniego i atakowania słabiej opancerzonych celów czy też jednostek przeciwnika znajdujących się w budynkach.

Tryb OTA może być zastosowany nawet w przypadku, gdy czołg znajduje się zaledwie 20 metrów od operatora. Co równie istotne żołnierz obsługujący NLAW nie musi widzieć całego czołgu. Wystarczy, że będzie śledził jedynie jego fragment, a pocisk i tak będzie w stanie tak dostosować trajektorię lotu, by skutecznie zniszczyć obiekt.

W trybie DA NLAW może być używany do niszczenia pojazdów nieopancerzonych, ale również helikopterów. W przypadku skierowania go w stronę okna budynku jego odłamki mogą dokonać sporego spustoszenia w ostrzeliwanym pomieszczeniu.

Dlaczego NLAW może pomóc Ukrainie, a dlaczego może zaszkodzić?

Jak widać z powyższego opisu, NLAW to broń typowo defensywna. Przeznaczona do odpierania ataku przeciwnika i działań niemal w zwarciu. Jest lekka i użyta w odpowiedniej ilości będzie mogła stanowić poważne zagrożenie dla rosyjskich kolumn atakujących terytorium Ukrainy.

Rosyjskie jednostki zmechanizowane są już zaprawione w boju i unowocześnione więc ich siła oddziaływania na polu walki będzie znacznie większa niż jednostek ukraińskich. NLAW może pomóc w sytuacjach krytycznych i odpowiednio użyty osłabi lub nawet czasowo zatrzyma natarcie. Wszystko bowiem sprowadza się do tego, jak dużo Rosja będzie w stanie poświęcić i jak długo wytrzymać gotowa jest Ukraina.

Niestety Rosja może zupełnie inaczej odbierać NLAW. Dla Moskwy może to być kolejny po dronach Bayraktar TB2, z których korzysta Ukraina, przyczynek do intensyfikowania działań. Każdy nowy system uzbrojenia sprawia, że trudniej będzie Rosji wykonać skuteczny atak z minimalną liczbą strat w ludziach i sprzęcie. Stąd decydenci mogą uznać, że czas działać teraz, póki przewaga jest jeszcze znaczna.

Sytuacja na Ukrainie jest coraz bardziej napięta. Obserwowane ostatnio wydarzenia takie jak dostawa pocisków NLAW przez Wielką Brytanię czy też wyjście w morze sześciu rosyjskich okrętów desantowych, które kierują się powoli w stronę Ukrainy i weszły w Kanał Angielski (szturchamy Francję 😉) nie wróży dobrze.

Wszystkie strony zwierają szyki, ale prawdziwy kwiatek nadszedł zza oceanu. Tamtejszy prezydent znów się popisał i tym razem powiedział, że jeśli dojdzie do mniejszego najazdu na Ukrainę, to sankcję będą mniejsze niż w przypadku dużego najazdu. Na Kremlu już złapali za kalkulatory i podliczają, co im się bardziej opłaca. Pochłonąć cześć Ukrainy i przyjąć na klatę trochę sankcji z USA czy też nie robić nic. Jak myślicie, co wybierze Putin?

Czytaj także:

kod rabatowy kpt-geex do sklepu combat

Sprawdź nasze artykuły na combat.pl:

Źródło:
  • https://www.saab.com/products/nlaw