Nie będzie trzeciego sezonu Altered Carbon. Netflix skasował serial

„Nie ma przebacz, bracie, jeśli chodzi o kasę”. Ten jakże ambitny wers to jedno z nielicznych wspomnień, jakie pozostawiły mi w głowie szkolne dyskoteki z początków obecnego stulecia. Nie wiem dlaczego, ale wyświetlił mi się w mózgu z chwilą, gdy dowiedziałem się o tym, że Netflix podjął decyzję o skasowaniu Altered Carbon, jeden z niewielu współczesnych seriali sci-fi, który da się oglądać – z przyjemnością, ciekawością i mnóstwem refleksji o zabarwieniu pesymistycznym.

Altered Carbon – ofiara wygórowanych ambicji

Umówmy się, serial Altered Carbon, czy jak kto woli – Modyfikowany Węgiel, nie osiągnął tego, czego po nim oczekiwano. A oczekiwano całkiem sporo. To miał być nie tylko znakomicie zrealizowany serial, ale przede wszystkim komercyjny sukces, którym Netflix mógłby nawiązać do sztandarowych superprodukcji HBO.

Pierwsze z założeń, moim zdaniem, udało się zrealizować. To naprawdę kawał dobrego cyberpunka w serialowym opakowaniu. Dla mnie i tych, którzy czytują Richarda K. Morgana czy Williama Gibsona, to dobra wiadomość. Dla Netfliksa niekoniecznie, choć już sama specyfika gatunku powinna dać do zrozumienia Panom i Paniom od tabelek i wykresików, że modelowy odbiorca serialu raczej nie urośnie do rozmiarów odbiorcy masowego.

Mimo to Netflix odważnie postawił na Altered Carbon. Nie szczędzono środków na produkcję, obsadę, CGI czy marketing. W tle czasem pojawiał się odnośnik w postaci Gry o Tron, ale umówmy się… już pod względem rozmachu to dwie zupełnie inne ligi. Do tego GoT, bądź co bądź, jest na tyle uniwersalny fabularnie, że otoczka fantasy nie zrazi nawet tych, którzy stronią od historii ze smokami, wargami i lodowymi zombie.

Altered Carbon Takeshi Kovacs

Altered Carbon jest bardziej hermetyczne. Nawet jeśli podejmuje problemy, z którymi ludzkość może być zmuszona mierzyć się w bliższej lub dalszej przyszłości. „Modyfikowanemu Węglowi” towarzyszy pseudonaukowa otoczka, blisko związana z nowymi technologiami, sztuczną inteligencją, bioinżynierią. wirtualną rzeczywistością i wszystkimi tymi futurystycznymi pierdu-pierdu, które może i są intrygujące, ale też skomplikowane niczym odpowiedź na pytanie: „czy ja ostatnio nie przytyłam?”.

Jednych to zachwyci, innych odrzuci.

Czy to jedyna rzecz, która pogrążyła Altered Carbon? Bynajmniej. Twórcom argumentu nie dał z pewnością słabszy drugi sezon. Kolejna rzecz – produkcja pochłaniała mnóstwo pieniędzy. A że aspekt biznesowy nie uzasadniał dalszego ich wydawania, podjęto decyzję o anulowaniu serialu.

W tym miejscu warto wspomnieć, że sytuacja finansowa Netfliksa nie jest zbyt optymistyczna, do tego dochodzi ogólny kryzys ekonomiczny związany z pandemią, nic więc dziwnego, że platforma VOD rozliczać swoje produkcje z rentowności.

Bo Altered Carbon nie jest jedyną ofiarą czystek w portfolio Netfliksa. Podobny los spotkał ostatnio takie seriale jak „The Society” czy „To Nie Jest OK”.

Altered Carbon Takeshi Kovacs z pistoletem

Altered Carbon – subiektywne wrażenia dotyczące serialu

Altered Carbon oglądało mi się świetnie, nawet jeśli momentami fabuła prowadzona była dość chaotycznie. Efekty specjalne prezentowały się zjawiskowo, podobnie jak cała choreografia, pełna jaskrawych neonów, industrialnego brudu kontrastującego ze sterylnymi pomieszczeniami wewnątrz budynków, a także całkiem ciekawych pomysłów na futurystyczną architekturę.

Dobrze wypadała także większość obsady zaangażowanej do serialu, na czele z Joelem Kinnamanem, który w pierwszym sezonie wcielił się w Takeshiego Kovacsa, głównego protagonistę tej cyberpunkowej opowieści. Świetną kreację stworzył również Chris Conner, odtwórca roli Poe – uczłowieczonej sztucznej inteligencji, nawiązującej swym wizerunkiem do słynnego Edgara Allana Poe.

Altered Carbon Poe

Historia w Altered Carbon, oparta na motywach powieści Richarda K. Morgana o tym samym tytule, porusza problemy dość typowe dla cyberpunkowego podgatunku science-fiction. Mamy odległą przyszłość, w której nieśmiertelność jest na wyciągnięcie ręki. O ile oczywiście ktoś dysponuje wystarczająco zasobnym portfelem.

Tak czy inaczej, ludzkości udało się „przejąć” technologię należącą do obcej cywilizacji, a efektem jest opracowanie tzw. stosów, niewielkich urządzeń, do których można transferować ludzką świadomość. Dopełnieniem koncepcji nieśmiertelności są „powłoki”, syntetyczne ciała ludzkie.

I tak zamożni „maci” mogą przebierać w powłokach, nabywać te najdoskonalsze technologicznie i wizualnie, a biedni… jak to biedni – są biedni. Pozostaje im zadowalać się okruchami, które spadają ze stołów najbogatszych. Nierówności klasowe urastają do rozmiarów Mount Everestu przy Rowie Mariańskim.

Takeshi Kovacs, główny bohater, zostaje „wyciągnięty z lodówki” po wielu latach hibernacji, a jego stos trafia do powłoki byłego policjanta. Lokalny bogacz Laurens Bancroft chce, aby Kovacs rozwiązał sprawę jego morderstwa. Tak, wiem, jak to brzmi, ale na chwilę przed morderstwem Bancroft skopiował swoją świadomość, która potem została odtworzona w innej powłoce. Problem jest jednak taki, że wspomnienia bogacza są na tyle niekompletne, że nie pamięta on okoliczności, w których zginął. A że chciałby je poznać, postanawia szukać pomocy u Takeshiego Kovacsa.

Czy mimo kasacji, warto obejrzeć Altered Carbon? Jeszcze jak. Szczególnie jeśli na słowa „Cyberpunk 2077” dostajecie gęsiej skórki i zerkacie nerwowo na kalendarz. Polecam również książkowy pierwowzór napisany przed wspomnianego już Richarda K. Morgana.