MQ-25A trafia na lotniskowiec USS George H.W. Bush

Prototypowy bezzałogowy samolot pokładowy MQ-25A, przeznaczony do powietrznego tankowania, trafił właśnie na pokład okrętu USS George H.W. Bush. Niebawem mają rozpocząć się próby morskie i jakby nie patrzeć, wkraczamy właśnie w nową erę wojowania na morzu. W Star Wars były wojny klonów, a u nas będą wojny dronów.

Program MQ-25A cały czas do przodu

Ostatni raz o MQ-25A pisaliśmy w czerwcu, gdy odbyło się udane tankowanie samolotów samolotu F/A-18 Super Hornet. Próby morskie to kolejny logiczny krok w programie testów. W wywiadzie udzielonym USNI adm. Andrew Loiselle przyznał, że prace związane z testami egzemplarza prototypowego T-1 posuwają się naprzód w dobrym tempie. W trakcie obecnego zaokrętowania szczególna uwaga zwracana będzie na zachowanie maszyny na pokładzie okrętu, w trakcie występowania normalnych dla operacji morskich wiatrów wiejących z różnych kierunków.

Prototyp T-1 poza wspomnianym już tankowaniem Super Horneta, zaliczył taż zakończone sukcesem połączenia z maszynami E-2D Advanced Hawkeye oraz F-35 C Lightning II Joint Strike Fighter. U.S. Navy wytypowała również pierwszą dziesiątkę marynarzy, którzy przejdą niebawem przeszkolenie z obsługi MQ-25A Stingray.

MQ-25A inny niż drony USAF

Według admirała operowanie dronami przez U.S. Navy będzie znacząco różniło się od tego, co możemy obserwować w USAF. Zakłada się bowiem, że jeden operator będzie mógł mieć pod kontrolą kilka aparatów bezzałogowych, a nie tylko jeden, jak w przypadku lotnictwa. Oczywiście w grę wchodzi tutaj specyfika operowania. USAF wysyła często drona bojowego, który przenosi uzbrojenie. Tutaj nie może być jeszcze mowy o wysokiej automatyzacji. W przypadku tankowców będą one zapewne krążyć w wyznaczonym rejonie, gdzie maszyny załogowe będą pobierać paliwo. Przy takim zadaniu można już pokusić się o większą autonomię i niezależność dronów.

Dzięki uproszczeniu stawianych przed dronem zadań U.S. Navy liczy na jego szybkie wprowadzenie do służby. Nie oznacza to jednak, że w przyszłości nic w tej sprawie się nie zmieni. Już teraz rozważa się modyfikacje i wykorzystanie dronów do innych misji. Mówi się o montażu dodatkowych systemów oraz przenoszeniu uzbrojenia.

MQ-25A został już przetestowany z najważniejszymi pokładowymi platformami U.S. Navy. Źródło: Navair

Co potrafi MQ-25A?

Na dziś MQ-25A to jednozadaniowa maszyna. Ma przepompowywać paliwo samolotom U.S. Navy i trzeba przyznać, że potrafi go zabrać na pokład całkiem sporo. Zakłada się, że w odległości 500 mil od lotniskowca MQ-25A, będzie mógł przekazać 15000 funtów paliwa. Oznacza to, że jeden Stingray mógłby zatankować do pełna jeden samolot F/A-18E Super Hornet, którego zbiorniki wewnętrzne mieszczą 14700 funtów. Zazwyczaj Super Hornet lata też z przynajmniej jednym zbiornikiem podwieszanym o pojemności 1800 funtów. Oczywiście sytuacja, w której jeden samolot dostaje całe paliwo, raczej miejsca mieć nie będzie. Niemniej liczby te oddają hipotetyczne możliwości jednego drona. Pełen zapas paliwa będzie najpewniej rozdzielany na kilka samolotów, gdyż w lotnictwie nie dopuszcza się co do zasady, by latać „na rezerwie”.

Najpoważniejsza misja jaką już teraz prognozuje się dla MQ-25A to zadania ISR (intelligence, surveillance and reconnaissance). Możliwości takie przydadzą się zwłaszcza do monitorowania przestrzeni wokół zespołu lotniskowca, w szczególności w nocy. Zamiast wysyłać na patrol śmigłowce i obciążać ludzi trudnymi zadaniami w nocy, część misji mogą wykonać maszyny. Jak zauważa admirał Loiselle, jakieś helikoptery i tak będzie musiał w takim przypadku wysłać w powietrze, ale najpewniej mniej niż teraz.

Najważniejsze dla programu będą lądowania na pokładzie lotniskowca. Do tego jeszcze trochę brakuje. Źródło: Navair

MQ-25A zmienią mało lub prawie nic?

Obecnie zamówienie ma aparaty MQ-25A jest zbyt małe, by mieć znaczący wpływ na sytuację na Indo-Pacyfiku. Amerykańska sieć lotniskowców dalej będzie zagrożona, a wynika to wprost z możliwości chińskich pocisków typu cruise i hipersonicznych. No i pamiętajmy, że mają jeszcze w zanadrzu FOBS.

By mieć pewność, że lotniskowiec nie stanie się celem ataku zakłada się, że będzie musiał operować 4000 kilometrów od chińskich wyrzutni. MQ-25 nie są w stanie rozwiązać problemu tankowania na takich odległościach.

Jakby tego było mało, chińska marynarka wojenna jest już największą na świecie, a będzie jeszcze większa.

No i umówmy się, że skoro na Geex deliberujemy sobie na temat MQ-25, to w Chinach robią to dziesiątki tysięcy analityków, z zadaniem zneutralizowania możliwości, jakie ta platforma wnosi. Od dłuższego czasu da się zaobserwować wśród tzw. analityków państw zachodnich pomijanie chińskiej odpowiedzi. Zazwyczaj wszystko sprowadza się do tego, że „my zrobimy tak i tak i Chiny będą miały problem”. Zupełnie tak, jakby nikt w Pekinie nie umiał reagować, odpowiadać lub działać z wyprzedzeniem, ale co my tam wiemy. Szare myszki jesteśmy.

kod rabatowy kpt-geex do sklepu combat
Źródło:
  • https://news.usni.org/2021/12/02/mq-25a-unmanned-prototype-now-on-carrier-george-h-w-bush-for-at-sea-testing