Litwa, Łotwa i Estonia wyślą pociski na Ukrainę

Do Wielkiej Brytanii dołączają kolejne kraje. Akcja wsparcia potencjału wojskowego Ukrainy nabiera tempa, ale czy odniesie zamierzony skutek, trudno powiedzieć. Wszystkiemu na pewno przyglądają się z uwagą Rosjanie. Jak zareagują?

Jakie pociski wyśle Litwa, Łotwa i Estonia?

Według najnowszych doniesień Wielka Brytania miała wysłać już 2000 pocisków NLAW na Ukrainę, wykorzystując do tego transport lotniczy zapewniany przez samoloty C-17 Globemaster III. Teraz do wsparcia mają dołączyć kraje bałtyckie, czyli Litwa, Łotwa i Estonia.

Osią tej pomocy znów mają być pociski przeciwpancerne, ale tym razem nieco innego typu niż NLAW. Na Ukrainę mają trafić cięższe odmiany tego rodzaju broni w postaci pocisków Javelin, które ma dostarczyć Estonia, oraz Spike, które ma wysłać Litwa. Na tego typu akcje pomocową zgodę musiały wyrazić Stany Zjednoczone, które ściśle pilnują swojej własności intelektualnej w każdym obszarze, a w zbrojeniowym zwłaszcza.

Czy ta pomoc ma znaczenie?

Oczywiście, że ma, ale raczej symboliczne i dodatkowo generuje pewne problemy. Brytyjczycy, wysyłając swoje nowoczesne, ale już nienowe NLAW czyszczą półki i uzupełnią je nowszymi modelami. To, co ma do przekazania Estonia i Litwa, nie jest z najwyższej półki, ale w porównaniu z tym, co ma teraz Ukraina, będzie to solidny technologiczny zastrzyk wzmacniający. Nie łudźmy się jednak, że ilości przekazane do Kijowa będą mogły odwrócić bieg wydarzeń. Dlatego też piszemy o jedynie symbolicznym wymiarze całej sprawy. Symboli jest tutaj jednak znacznie więcej.

Niemcy nadal nie zgadzają się na transfer broni na Ukrainę, czyli na realne działania. Minister spraw zagranicznych Annalena Baerbock jest w tej kwestii nieprzejednana. Liczy się rosyjski gaz. Reszta Europy nie jest wcale lepsza. Swoją broń przekazują kraj de facto zagrożone atakiem ze strony Rosji, która od zawsze z ochotą spogląda na kraje bałtyckie. W tym czasie tzw. zachód ma „inne ważne obowiązki służbowe” i co najwyżej wyraża płomienne zaniepokojenie na papierze. NATO jest podzielone i Niemcy wraz z krajami, na które te mogą wywrzeć wpływ, wciskają hamulec. Unia Europejska, która chciałaby sama być niezależnym tworem militarnym, też nic nie robi. Tymczasem Rosja podbija bębenek i wysyła swoje okręty desantowe w nieznane, ale to nieznane być może okaże się Morzem Czarnym.

Co robi w tym wszystkim Polska, a co robi Ukraina?

Polskie władze mocno zadeklarowały, że Ukraina dostanie taką pomoc, o jaką poprosi. Czyli Warszawa znów wybiega przed szereg, ponieważ realnie mamy słabe możliwości, by pomóc Ukrainie, a deklaracje tego typu są dużo za mocne. W godzinie próby albo wciągną nas w nie lada bigos, albo stracimy twarz. Zamiast machać szabelką, trzeba było dyplomatycznie powiedzieć, że jako członkowie NATO i EU będzie działać wspólnie z tym organizacjami, by pomóc Ukrainie i otwarcie lobbować wewnątrz tych organizacji. Postawa byłaby znacząca, a hamulcowi w tychże paktach widoczni od ręki. Na tym jednak nie koniec.

O wiele ciekawsza jest jednak postawa Ukrainy. Ta niejako zapomina, co się dzieje na jej wschodniej granicy, i toczy wojenkę gospodarczą z Polską. Władze w Kijowie zablokowały transport kolejowy do Polski. Pociągi z Chin i innych krajów nie mogą do nas wjechać. O co toczy się gra? O limity transportu kołowego. Polska i Ukraina miały wynegocjowane limity przewozu towarów przez ukraińskie ciężarówki. Ukraina chce je zwiększyć. Polska niespecjalnie się ku temu pali, więc Ukraina blokuje Polsce transport kolejowy. Szaleństwo prawda? A jednak się dzieje. W przededniu potencjalnej wojny z Rosją Ukraina uderza w Polskę, chcąc wydrzeć sobie lepsza pozycje handlową odnośnie tirów. Coś tu jest nie tak…

Co na to wszystko Rosja?

Ta, na razie, siedzi cicho. Niemniej Siergiej Ławrow, czyli ikona światowej dyplomacji, niebawem zapewne przemówi. Można tego Pana nie lubić, można postrzegać go jako usta moskiewskiego reżimu, ale spójności i sprawności odebrać mu nie sposób.

Na Kremlu widzą dobrze, co się dzieje, i realizowana pomoc wcale nie musi być przyczynkiem do powstrzymania agresywnych planów. Ona może być wręcz motorem do dalszych działań. Dlaczego? Ano dlatego, że jest taka, jaka jest, czyli podzielona, mikroskopijna, ale jednak zaburzająca dotychczasowy układ sił.

Skala pomocy daje Moskwie sygnał, że NATO i Unia Europejska mają Ukrainę tam, gdzie mają. Organizowane ad hoc akcje ze strony, nie oszukujmy się, płotek takich jak kraje nadbałtyckie, nic nie znaczą. Wielka Brytania otwarcie zapowiedziała, że żołnierzy nie wyśle, a dostawy sprzętu to ulubione narzędzie Londynu, czyli wpływanie na sytuacje z daleka. Nawet jeśli Ukraina przegra, to mocniej dogryzie Rosji, co będzie z korzyścią dla Wielkiej Brytanii. Skoro na Geex to widzą, to Putin ze swoją wesołą kompanią muszą też to widzieć, a przy tym wiedzą o wiele więcej. Skoro nikt się nie kwapi z pomocą teraz, to w razie ataku zapewne większego działania też nie będzie.

Inną kwestią motywującą do działania teraz jest mimo wszystko sama pomoc. Jaka by ona nie była, wzmacnia Ukrainę i rodzi słabe, bo słabe, ale jednak prawdopodobieństwo działań ze strony innych krajów, co już mogłoby być dla Moskwy bardzo niekorzystne. Rosja robi więc swoje i wzmacnia potencjał nad granicą. Kto pierwszy mrugnie? Kto wywróci stolik?

kod rabatowy kpt-geex do sklepu combat
Źródło:
  • https://www.reuters.com/world/europe/us-clears-baltic-states-send-us-made-weapons-ukraine-2022-01-20/
  • https://www.defensenews.com/global/europe/2022/01/19/germany-holds-its-ground-on-denying-weapons-for-ukraine/
  • https://www.wnp.pl/logistyka/ukraina-blokuje-kolej-polska-ostro-reaguje-bezprecedensowa-decyzja,528944.html
  • https://dorzeczy.pl/opinie/236530/rau-bedziemy-wspierac-ukraincow-w-konflikcie-z-rosja.html