Kiedy Rosja zaatakuje Ukrainę? Wojska na pozycjach wyjściowych

Pytanie o to, kiedy Rosja zaatakuje Ukrainę, nie schodzi z ust już nie tylko analityków czy dziennikarzy, ale i zwykłych ludzi, przyglądających się całej sytuacji. Według doniesień z wczorajszego wieczora znaczna część jednostek rosyjskich wyszła z rejonów rozśrodkowania i zajęła pozycje wyjściowe. Kiedy ruszą?

Kiedy Putin zaatakuje? Ruszyła „giełda” terminów, ale coś tu nie gra

Data ataku z intensywnością niezłej burzy wskoczyła na nagłówki. Wszyscy pytają, kiedy wreszcie do tego dojdzie? Kiedy Putin ruszy? Kiedy kolumny pancerne przekroczą granicę? Gdy spojrzymy na zaistniałą sytuację z boku i z góry, to powoli zaczyna ona nam wyglądać karykaturalnie. Na naszych oczach dzieje się coś, co jako żywo przypomina ściśle wyreżyserowany spektakl medialny. Jesteśmy niejako widzami i zarazem uczestnikami serialu, który kręcony jest na naszych oczach.

Z militarnego punktu widzenia wszystko to jest bez sensu. Satelity cały czas patrzą, zwykli ludzie wstawiają na Twitter i TikToka mnóstwo zdjęć i filmów o ruchach rosyjskich wojsk. Wiemy już, że w sumie przy granicy jest 100 batalionowych grup taktycznych:

W drodze mają być kolejne (mówi się o 14), co daje nam około 60% wojsk lądowych Rosji gotowych do ataku. My to wiemy, Wy to wiecie, wszyscy o tym wiedzą. Gdzie tu element zaskoczenia? Czy to wojna psychologiczna? Czy Rosjanie chcą złamać ducha Ukraińców? Czy grają na czas i do ostatniego momentu idą „na twardo”, by na pierwszy sygnał o chęci rozmów zatrzymać tę całą machinerię?

Czy coś tu nie gra?

Mój dobry kolega po fachu zwrócił mi w niedzielę uwagę na jeden bardzo ciekawy aspekt całej sprawy. W mediach społecznościowych jesteśmy dosłownie zalewani danymi o tym, co robią Rosjanie. Niedługo dowiemy się, gdzie i kiedy podciągnęli Toi-Toie.

Czy ktokolwiek widział choćby 10% takich danych na temat posunięć Ukraińców? Jak to w ogóle możliwe, że w całym tym społecznościowym potoku o ruchach wojsk, o naszych wschodnich sąsiadach cisza. Wygląda na to, jakby zapadli się pod ziemię.

Mało prawdopodobne jest, by nic nie przedarło się do sieci. Czyżby wszyscy ignorowali ich posunięcia, a może ich nie ma lub są śladowe? Trudno uwierzyć, by wojska ukraińskie były już na docelowych pozycjach obronnych. Być może krok ten nie jest jeszcze wykonany, gdyż zostałby odebrany jako działania zmierzające ku wojnie. Tymczasem w Moskwie się tym wszystkim nie przejmują i jak gdyby nigdy nic rozstawiają swoje siły tak, jak chcą, i gdzie chcą.

Jak Rosja zaatakuje Ukrainę? Czy Putin wyda polecenie uderzenia?

Przyjęło się, że do skutecznego natarcia na wybranym przez siebie odcinku, trzeba uzyskać stosunkowo dużą przewagę. Mówi się o 3 lub nawet 4 krotności sił własnych w stosunku do obrońców. Ukraina jest otoczona. Rosjanie znajdują się na północy, na wschodzie i na południu. Na wodach okalających kraj też mają przewagę. Z którego kierunku ruszą? Czy zaatakują z kilku jednocześnie, markując totalną ofensywę, ale jeden będzie głównym, a reszta będzie tylko wprowadzać chaos?

Pomimo podciągnięcia ogromnych zasobów ludzkich i sprzętowych zgromadzone siły wydają się zbyt małe, by zająć cały kraj. Nawet na część położoną na wschód od Kijowa może to być dużo za mało. Przecież Ukraina nie będzie biernie przyglądała się całej sprawie. Od aneksji Krymu w tamtejszej armii zaszło wiele zmian, ale czy dość? Dewastowanie rakietowe Ukrainy przez Rosję też niespecjalnie opłaca się z politycznego punktu widzenia. Rosja chce buforu, a nie spalonej ziemi.

Nie sposób również zakładać ewentualnego wejścia Rosjan do dużych miast. Zostaliśmy wręcz zbombardowani informacjami o zbrojeniu się mieszkańców ukraińskich metropolii. Na okupację Putin raczej na pewno nie ma odpowiednich sił, a o Groznym pamięta. Jeśli wojska ruszą, to raczej nie będą chciały wejść do pułapek, jakimi są duże aglomeracje. Przekonali się o tym Amerykanie w Iraku. Duże miasta są jak gąbki. Zasysają dowolną ilość wojska, jakie można na nie wysłać. Rosjanie to wiedzą. Jaki mają zatem plan, a przede wszystkim jak zareagują na niego Ukraińcy?

Na dokładkę trzeba brać pod uwagę, że nie ma jednej Ukrainy. Na wschodzie kraju jest znacząca część populacji sympatyzująca z Rosją, mówiąca chętniej po rosyjsku, niż po ukraińsku, a niekiedy nawet utożsamiająca się z Rosją. Pamiętajmy też o transgranicznych interesach, o części oligarchów patrzących bardziej na wschód niż na zachód i setkach tysięcy paszportów, które Rosjanie już wydali mieszkańcom Ukrainy. Prawdziwy węzeł gordyjski. Kiedy go przetną?

16 lutego to dzień jedności na Ukrainie. Potencjalna data ataku?

Prezydent Ukrainy wczoraj ogłosił, że 16 lutego to potencjalna data ataku. Zrobił to w mediach. Apelował o zjednoczenie narodu.

Czy tylko nas to wszystko uwiera? Znów mamy wrażenie, że jesteśmy widzami jakiegoś serialu. Rosja ma zaatakować 16 lutego? Wtedy kiedy wszyscy się tego spodziewają? Gdzie tu sens? Czy dzieje się tam coś, o czym nie wiemy?

Do tej pory mówiło się, że do czasu zakończenia Igrzysk Olimpijskich ataku nie będzie. Nie wprost wynikało to również z nieoficjalnego sojuszu pomiędzy Rosją a Chinami, jaki zawarto 4 lutego. Czy coś się zmieniło, czy może w sumie Igrzyska i tak są już na ukończeniu?

Przez media przewinęła się również fala informacji o wycofywaniu personelu przez niektóre kraje, zaleceniach powrotu do domów dla turystów i przedstawicieli handlowych. Wycofano też cześć będących na Ukrainie żołnierzy, którzy pojechali tam szkolić lokalne wojska. Nawet część ambasad przesunęła swe placówki na zachód. Mamy zatem kolejny szczebel w modnej ostatnio „drabinie eskalacyjnej”. Ile ich jeszcze zostało?

Tymczasem do Polski przybywają wojska NATO

Słowo NATO daliśmy tu trochę na wyrost. Amerykanie wysłali elementy 82 Dywizji Powietrznodesantowej. Jednostka ta jest elitarna, ale zachowajmy umiar. To dalej lekka piechota, która może skakać ze spadochronem. Za żołnierzami nie poszedł łańcuch logistyczny. W kraju mamy, co prawda, jakieś składy materiałowe, ale nie pod takie operacje. Spadochroniarze równie szybko, jak przybyli, mogą zostać wycofani. To tylko zasłona dymna.

W Polsce wylądowały też samoloty F-15 i to jest już realniejsza forma pomocy. Takich maszyn u nas nie ma, ale czy dowieziono im zapasy amunicji, podstawowe podręczne części zamienne?

Jakieś siły dosłała też Wielka Brytania, ale to znów kropla w morzu. Mimo wszystko realnie należałoby to ocenić jedynie jako sygnał, że to u nas jest granica konfliktu i w Polsce ma być spokój, co jest dla nas dobrą wiadomością.

Ukrainie oczywiście to nie pomoże, gdyż kraj ten jest poza NATO i jedynie do sojuszu aspiruje, co jest w sumie kością niezgody. Dla Moskwy państwo sojusznicze położone 500 kilometrów od stolicy upadającego, ale nadal imperium, jest nie do przyjęcia. Ukraina musi być strefą wpływów Putina, by zachować niezbędny bufor.

Przypomnijmy wszystkim, którzy spali na lekcjach historii, że do roku 1989 bufor Moskwy zaczynał się na Łabie i dla włodarzy Kremla jest to dobry powód, by jednak ruszyć do ataku. Nawet gdy wszyscy wszystko wiedzą. Czy wiedzą coś również ukraińscy oligarchowie, którzy opuszczają kraj swoimi prywatnymi odrzutowcami? Czy Rosjanie mają jeszcze jakieś szczeble eskalacyjne, którymi chcą wymusić dla siebie korzystny układ, czy jednak ruszą? Artyleria jest już na pozycjach do ataku.

kod rabatowy kpt-geex do sklepu combat

Zdjęcie tytułowe: MO Rosji