Duma chce, by Donieck i Ługańsk były niepodlegle. Rosja się wycofuje?

Wczoraj w mediach mieliśmy apogeum. Podawano nawet godziny ataku, a tymczasem rosyjska Duma ogłosiła, że Donieck i Ługańsk powinny być niepodległe. Znów wszystko w rękach Putina, który niczym ten mędrzec ma wydać wyrok, co o tym pomyśle sądzi. Tymczasem ataku, jak nietrudno się domyślić, nie było, a wojska rosyjskie wracają z pozycji wyjściowych. Ale czy na pewno?

Doniec i Ługańsk państwami? Tego chce rosyjska Duma

Przedstawiciele wiecznie żywych komunistów w Rosji wpadli na pomysł (lub „wpadnięto” ich na ten pomysł, raczej to drugie), by Donieck i Ługańsk stały się niepodległymi państwami. Aktualnie mamy do czynienia z tworami określanymi jako Ługańska Republika Ludowa i Doniecka Republika Ludowa. Jeśli prezydent Rosji Władimir Putin zaakceptuje ten wniosek, to mamy niezły klops. Dlaczego? Ano choćby dlatego:

Taki ostrzał nie jest czymś nadzwyczajnym. Ot dzień, jak co dzień, jakby to tragicznie nie brzmiało, ale naruszenia rozejmu się tam zdarzają. Niemniej jeśli wniosek Dumy przejdzie, to będziemy mieli z atakiem na suwerenny (w rozumieniu Rosji) kraj, w którym jest pełno obywateli rosyjskich (wydano setki tysięcy paszportów –  po coś to zrobiono i o czymś to świadczy prawda?) i pretekst do ewentualnej interwencji lub rozróby w instytucjach międzynarodowych mamy gotowy. Zresztą, by daleko nie szukać, takie preteksty można łatwo generować. Na przykład tak:

W Moskwie strollowali Zachód?

Tak to trochę niestety wygląda. Nie wiemy dlaczego, ale cały czas mamy wizję Putina siedzącego na Kremlu i rechotającego. Wiele wskazuje na to, że doskonale rozgrywa całą sytuację. Może nie zgarnia całej puli, ale jego stosik przy stole pokerowym wygląda coraz pokaźniej. Dlaczego tak przypuszczamy?

Jeszcze wczoraj po południu pojawiły się informacje o ataku na ukraińskie strony rządowe i cała karuzela o nieuchronnej napaści znowu ruszyła. Rzeczywiście, takie działania mogłyby oznaczać atak, ale nie w przypadku, kiedy trwa organizowana przez media mainstreamowe licytacja, o której godzinie, gdzie i skąd ten atak wyruszy. Dlatego myślimy, że zdjęcie ukraińskich stron rządowych to klasyczny trolling w wykonaniu speców z rosyjskich służb.

Zresztą pretekstów można zawsze wygenerować więcej. Już jakiś czas temu pisaliśmy o tym, że rosyjskie służby „przekonały” TASS, by redaktorzy tej jakże nobliwej i czcigodnej agencji napisali o polskich najemnikach na Ukrainie. Tak. Najemnikach. Długo nie trwało i w sieci pojawia się cos takiego:

Pan z pełną powagą peroruje o tym, że polski specnaz (to jakaś supertajna jednostka musi być, pierwsze słyszymy 😉), turecki specnaz i brytyjski specnaz operują w rejonie Doniecka i Ługańska (no dobra, będziemy poważni, Pan pewnie miał na myśli siły specjalne). Z kronikarskiego obowiązku musimy odnotować, że nie takie cuda…, ale prawdopodobieństwo oceniamy na poziomie uderzenia przez meteoryt w momencie stukania tego tekstu na klawiaturze. I tak to sobie wesolutko w tej Rosji wszystko działa.

Tymczasem Rosja się wycofuje…

Tak przynajmniej zapowiedzieli najwyżsi urzędnicy rosyjscy. Mamy zatem przepiękną deeskalację. To znaczy, nie wiemy, czy mamy, ale na pewno mamy deeskalację medialną. Jak na gwizdek giełdy wypaliły do góry, ludzie znów handlują i zarabiają kokosy. Żyć nie umierać. Co bardziej chłodni analitycy wskazują, żeby poczekać na rzeczywiste obniżenie przy granicy liczby żołnierz, których według wywiadu amerykańskiego ma być już 150 tysięcy. Jeśli jedna czy druga batalionowa grupa przemieści się w inne miejsce, to jeszcze nic to nie oznacza. Nie ma co zatem spieszyć się z opiniami w tej materii. Poczekajmy. Zwłaszcza że w tym samym momencie w sieci widzimy na przykład coś takiego:

No niby nic się nie dzieje. Stoją, fajeczkę zakurzą, pogadają o tym i owym. Zresztą, wszystkim wielbicielom krótkich filmików z kamer samochodowych polecamy profil:

Jest to doprawdy kopalnia wiedzy, a wszystko dzięki namiętnemu filmowaniu podroży przez Ukraińców i Rosjan. Kamerki samochodowe na wschód od Polski to standard. Oczywiście nagrania trzeba odpowiedni zinterpretować, ale śmiało, można powiedzieć, że 16 lutego około godziny 11 rano nie ma jeszcze sygnałów potwierdzających masowe wycofywanie się Rosjan. Co będzie w południe, nie wiemy, a o tym, co będzie po południu, strach nawet myśleć. Może brytyjski „The Sun” lub jakaś inna równie nobliwa instytucja medialna znowu poda sprawdzoną w poważnych źródłach godzinę ataku?

Jak się to wszystko może skończyć?

Pan prezydent Biden robi groźne miny i wysyła szumne oświadczenia, pokazując swoją siłę, zwłaszcza w kontekście rzekomego wycofywania się Rosjan. Oczywiste jednak jest, że bez niczego by się nie cofnęli (jeśli w ogóle się cofają). Coś musieli dostać. Jeśli nic nie ugrali, to raczej pewne jest, że coś wykombinują. Wszak problem Ukrainy nie został rozwiązany. Przypominamy, że Ukraina w NATO jest nieakceptowalna z perspektywy Moskwy.

Mimo wszystko Putin gra w trudną grę. Gaz musi lecieć. Bez tego Rosja zacznie chylić się ku upadkowi jeszcze szybciej niż teraz. Niemcy bez rosyjskiego gazu też będą w kropce. Niepodobna, by brali go z Kataru lub USA, jak przecudnej urody rury już leżą na Bałtyku i wystarczy odkręcić kurek.

Jeśli nie dojdzie do działań kinetycznych, to należy spodziewać się różnych wygibasów dyplomatycznych, które w efekcie doprowadzą do sytuacji, w której wilk będzie trochę syty (brzuch ma wszak przepastny – cała babcia tam wchodzi…), a owca będzie tylko trochę nadgryziona.

W całej układance jest zbyt wiele grubych interesów, a posady w takich spółkach jak Nord Stream, Nord Stream 2 i Rosnieft są zawsze otwarte dla niemieckich kanclerzy, którzy podejmują dobre decyzje (dla Niemiec i Rosji rzecz jasna).

Tak czy owak, dla Polski raczej nic dobrego z tego nie będzie. Można jedynie mieć nadzieję, że scenariusz, który się zrealizuje, będzie tym najmniej niekorzystnym.

PS

Dziękujemy wytrwałym łowcom z Twittera za podsyłanie co lepszych rodzynków 😉