Chińska marynarka wojenna największą na świecie

Stało się to, co stać się musiało. Chińska marynarka wojenna największą na świecie. Przyznali to sami Amerykanie. Skala problemu jest jednak przysłaniana przez liczby bezwzględne. Postaramy się rzucić nieco więcej światła na całą sprawę.

Chińska marynarka wojenna królową mórz?

Jak czytam w Amerykańskim raporcie zatytułowanym Military and Security Developments Involving the People’s Republic of China, który powstał na potrzeby Kongresu, Chiny wysunęły się na czoło wszystkich marynarek wojennych na świecie.

Według aktualnych szacunków Marynarka Wojenna Chin ma obecnie liczyć 355 okrętów wojennych, w tym okrętów podwodnych. Nie wiemy, czy to przypadek, ale taką liczbę okrętów widział dla U.S. Navy były już prezydent Donald Trump. Póki co jest to niedościgniony pułap i wydaje się, że nic tego prędko nie zmieni. Swoisty chichot historii, ale tą zostawmy historykom.

W tej liczbie wydziela się 145 nawodnych jednostek głównych (major surface combatants). Można powiedzieć, że są to poważne okręty bojowe, które stanowią największe zagrożenie. Każdy, kto chciałby zdeprecjonować te liczby i stwierdzić, że to stare albo nienowoczesne okręty, powinien się zastanowić. W okresie od 2015 do 2020 Chiny przeskoczyły USA w produkcji nowych okrętów, a w tej chwili mają ich o około 60 więcej. Jakby tego było mało, Amerykanie sami przyznają, że są w zasadniczej mierze nowoczesne i wielozadaniowe platformy.

To nie wszystko. Chiny mają to tak sprytnie uszykowane, że poza marynarką wojenną mają też straż przybrzeżną i coś, co określa się z angielskiego jako Maritime Militia. Razem wszystkie trzy floty to około 700 okrętów, ale przy ostrożnych szacunkach. W roku 2030 ma to już być ponad 800 jednostek w linii.

kod rabatowy kpt-geex do sklepu combat

Ostrze, jakim dysponuje chińska marynarka wojenna budzi podziw

To już nie są stare graty które można masowo topić bez większych przeszkód. Wzrost potencjału jest skokowy, a szacuje się, że najbliższym czasie marynarka wojenna Chin będzie w stanie przeprowadzać ataki na cele lądowe przy pomocy precyzyjnych pocisków typu cruise charakteryzujących się dalekim zasięgiem. Chyba wiadomo, skąd Korea Północna czerpie inspiracje….

Jakby tego było mało, w Chinach cały czas postępuje rozwój systemów zwalczania okrętów podwodnych przeciwnika. Monitoring głębin może osłabić możliwości Amerykańskie, o czym pisaliśmy przy okazji zakupu okrętów atomowych przez Australię.

Trwają też prace nad dalszym rozwojem własnej floty podwodnej. Jednostki te służą do osłony budowanych coraz sprawniej lotniskowców i nuklearnych okrętów podwodnych przeznaczanych do przenoszenia pocisków balistycznych z głowicami jądrowymi. Amerykanie tymczasem swoimi taranują przeszkody podwodne.

Jakby tego było mało, jest jeszcze lotnictwo pokładowe. Avic pracuje nad nowoczesną maszyną bazowania pokładowego. Amerykanie też coś oczywiście „majstrują po garażach”, ale komfort psychologiczny, jaki mieli przez dekady, gdzieś się rozpłynął. Nawet jeśli nowe okręty i samoloty nie będą dobre tak jak amerykańskie, to następna generacja już może być. A jak nie ta, to następna. Chiny mają czas, którego USA już nie ma. Chiny mają też jeszcze jedną gigantyczną przewagę.

chińska marynarka wojenna lotniskowiec shandong
Chińskie stocznie pracują pełną parą i nie zanosi się by miały zwolnić. Źródło: Wikipedia

Chińska marynarka wojenna żegluje u siebie…

Jak dobra nie byłaby U.S. Navy, to operuje ona na całym świecie. Chcielibyśmy, by to dobrze wybrzmiało. Amerykańskie okręty MUSZĄ być wszędzie, by realizować zadania wynikające z politycznej woli utrzymania statusu hegemona. , nierozwiązujące problemu i obliczone na włączenie sojuszników do aktywnej walki.

Chęć zrealizowania wymagań polityków kończy się jeszcze większym zużyciem sprzętu, dłuższymi rejsami, gorszym wyszkoleniem, dłuższymi przeglądami i ogólnym spadkiem jakości. Póki co nie widać sygnałów, by trend ten miał ulec odwróceniu. Widać natomiast, jak topi się miliardy na kiepskie projekty.

Najlepsze zostawiamy jednak na koniec. Chińczycy żeglują u siebie. Nie na darmo okoliczne morza mają słowo Chiny w nazwie. Wypływają z portów i już są w rejonie operacyjnym. Amerykanie muszą tam dopiero dopłynąć. Jakby tego było mało, Chiny w zasadzie operują w jednym miejscu, a nie na całym świecie. Wychodzą co prawda na Ocean Indyjski, ale póki co nieśmiało. Jak się rozbudują, to wyjdą mocniej. I wyjdą z przytupem. Amerykanie mają jednego asa w rękawie, a jest nim tzw. pierwszy łańcuch wysp. Mogą siedzieć zaczajeni na nim i polować na wychodzące dalej chińskie okręty, ale nie zmienia to faktu, że zostali odrzuceni właśnie za ten łańcuch. Prędzej czy później nadejdzie też dzień, w którym Chiny i tam się przebiją.

To będzie już zupełnie inny świat świat, w którym Stany Zjednoczone być może wycofają się na swój kontynent i przejmą we władanie obie Ameryki, a reszta globu będzie pod panowaniem Chin i krajów mniej lub bardziej od nich zależnych. Europa będzie wtedy peryferiami. Znaczącym, ale peryferiami. Gdzie Polska wtedy będzie wolę już nie prognozować. My już się w każdym razie chińskiego raczej nie nauczymy. Jesteśmy na to zbyt starzy. A Wy? Gotowi na 龙的归来?

Chiny lubią wyciągać wnioski z historii. Może zatem warto zerknąć na naszą serię historycznych bitew:

Źródła:
  • https://media.defense.gov/2021/Nov/03/2002885874/-1/-1/0/2021-CMPR-FINAL.PDF
  • https://www.maritime-executive.com/editorials/a-guide-to-china-s-unprecedented-naval-shipbuilding-drive