Niesamowita wyprawa „Śladami wulkanów” do Chile uchwycona w zachwycających kadrach

Serce Chile. Majestatyczna Patagonia leżąca u podnóża And. A tam – zapierające dech w piersi wulkaniczne szczyty i ekscytujące zjazdy na nartach. Fotograf Marcin Kin wraz z grupą współtowarzyszy wybrał się w niezwykłą skitourową podróż, aby zmierzyć się z nieokiełznanym żywiołem. Swoje przeżycia uwiecznił na niepowtarzalnych fotografiach przy użyciu sprzętu, który mu podsunęliśmy. Odkryj sekrety tej niezwykłej wyprawy i zobacz na własne oczy, jak smartfon Huawei P30 Pro potrafi zamieniać ulotne chwile w małe dzieła sztuki.

Llaima, Lonquimay, Chillán Viejo, Antuco

Wszystko zaczęło się 11 września tego roku, kiedy to Marcin ze znajomymi wylądowali w Santiago, by następnie oddalić się od serca Chile i udać się na głębokie, surowe południe, w okolice malowniczej miejscowości Pucón. Jak sami opowiadają, nocowali gdzie popadnie, byleby osiągnąć cel swojej podróży.

Ten był naprawdę szczytny. Wspinaczka i zjazd za pomocą nart na cztery czynne stratowulkany. Llaima, Lonquimay, Chillán Viejo, Antuco. Czasu na zrealizowanie tego marzenia mieli niewiele, bo niecały miesiąc. Podróż miała zakończyć się 5 października. Historia ta ma swój początek jednak w innym miejscu i czasie.

Fotografia to również żywioł

Marcin był dobrze przygotowany na tę eskapadę już od dawna. Góry, podróżowanie i ekstremalne sporty ma bowiem we krwi. Pochodzi spod samiuśkich Tater, gdzie mieszka do dziś. Miłość do dalekich wypraw zaszczepił mu tata, który jednocześnie był jego pierwszym przewodnikiem. To właśnie w czasie tych wycieczek dowiedział się o sobie jednej ważnej rzeczy – pragnie nauczyć się uwieczniać te wszystkie piękne chwile.

Tak właśnie zaczęła się przygoda Marcina z fotografią, w trakcie której dzięki sile swojej pasji, mógł zająć się tym co kocha, także profesjonalnie. Pierwsze próby z aparatem w dłoni odbyły się na zawodach snowboardowych. Teraz jego zdjęcia można podziwiać między innymi w magazynie National Geographic.

Smartfon stworzony do zdjęć ekstremalnych – Huawei P30 Pro

Dziś już wiemy, że wśród buchającego gorącego dymu, bezlitośnie smagającego twarze wiatru i śniegu oraz groźnie trzeszczącego pod stopami lodu – Marcinowi z ekipą udało się zrealizować wulkaniczną misję. Choć nie było łatwo, a natura niejeden raz nakazywała im zawrócić, to dzielnie stawili czoła wyzwaniu. Przekonać możemy się o tym osobiście, ponieważ Marcin na naszą prośbę wykonał niezwykłe zdjęcia smartfonem Huawei P30 Pro.

Producent ten zasłynął już jako specjalista od fotografii mobilnej. Naszym celem było więc sprawdzić w praktyce i w wyjątkowo ekstremalnych warunkach, jak wypadnie poczwórny aparat P30 Pro. Składają się na niego cztery obiektywy Leica: główny 40 MPix, szerokokątny 20 MPix, teleobiektyw 8 MPix z 5-krotnym zoomem, oraz sensor ostrości głębi. Efekty takiej konfiguracji możecie ocenić sami, oglądając umieszczone w tekście kadry uchwycone przez Marcina.