Esport jak Dziki Zachód, czyli recenzja najnowszej książki legendarnego komentatora Redeye

Paul „Redeye” Chaloner w swojej książce „Esport. Insiderski przewodnik po świecie gamingu” dba o to, żeby poczuć magię esportu i zagorzale śledzić wirtualne batalie z – nomen omen – czerwonymi od patrzenia gałami. Jak przekonuje, esport to Dziki Zachód, a on wciela się w rolę przewodnika. Jak mu się to udało?

Kim jest Paul „Redeye” Chaloner?

Już sam pseudonim kontrowersyjnego autora książki może być powodem, dla której ktoś zechce ją przeczytać… lub od razu sobie ją odpuści. Ja sugerowałbym to pierwsze. Nie znałem wcześniej tej ksywki, ale książkę przeczytałem – więc jest nieźle. Paul Chaloner, znany jako Redeye to komentator z kilkunastoletnim doświadczeniem. ESPN nazywa go „głosem esportu”. A jak poradził sobie w roli autora książki?

Esport. Insiderski przewodnik po świecie gamingu

Tytuł książki wskazany w nagłówku bardzo dobrze oddaje jej charakter – czyli właściwie robi to, co do niego należy. Jednak w przypadku książki Redeye’a nie jest to tak oczywiste, ponieważ nigdy nie wiadomo, czego spodziewać się po publikacjach na stosunkowo nowe tematy. Książek o esporcie nie ma bowiem zbyt wielu. Więcej jest tych o grach wideo i Redeye z nich korzysta, ale jego główną bronią nie jest bibliografia, lecz doświadczenie oraz pasja do wykonywanego zawodu. I to w książce faktycznie czuć.

Książka rzeczywiście jest insiderska, bo pisana przez insidera, ale nie jest przez to niedostępna dla laika. Próg wejścia jest niski, bo Redeye tłumaczy historię i podstawy esportu, ale jednocześnie dzieli się masą ciekawostek z kuluarów wirtualnego i realnego świata gamingu. Nie jest to zatem typowy skok na kasę przyszłych wannabe mistrzów CS-a ani też przerysowany poradnik dla emerytów, który miałby pomóc zbliżyć się zainteresowaniami do wnuczka. To po prostu solidnie napisana książka, która pozwala spojrzeć na esport w szerokim kontekście i zrozumieć, w jaki sposób kręci się ta cała zwariowana machina.

Część pierwsza – historia esportu

Szeroki kontekst esportu autor buduje poprzez opowiadanie jego historii w pierwszej części książki. Nie brzmi to zbyt zachęcająco, ale przypomnijmy, że Redeye jest z zawodu komentatorem. A już w pierwszym zdaniu wprowadzenia do książki stwierdza, że „Dobry komentator sportowy nie tylko informuje o zdobywanych punktach: on opowiada historię”.

Żeby przekonać się o jego temperamencie, wystarczy obejrzeć poniższy film, w którym tłumaczy, jak poprawnie zapisywać słowo „esport”

Autobiograficzna opowieść o esporcie

Pierwsza część książki jest czymś pomiędzy historią esportu (a także samego gamingu) z wymieszanymi wstawkami autobiograficznymi autora. I nie widzę w tym nic złego. W ten sposób kolejne kroki milowe w historii esportu nabierają tempa, ponieważ Redeye w wielu z opisywanych wydarzeń brał udział. Dzięki temu kolejny turniej esportowy przestaje być następną datą odnotowaną przez autora, a staje się wydarzeniem o konkretnym klimacie i zapachu.

Redeye podczas tej podróży w czasie często stara się pokazać istotę i piękno esportu – tak by tę magię poczuł laik, a weteran z nostalgią przypomniał sobie opisywany moment. W efekcie przebrnięcie przez około 20 lat rozwoju gamingu i esportu nie jest tak żmudne, jak mogłoby się wydawać. Podróż umilają zabawne anegdotki Redeye’a wyrzucane jak z rękawa.

Dla bardziej zaangażowanych graczy pierwsza część książki będzie prawdziwą gratką. Celowo napisałem graczy, ponieważ esport i jego historia ściśle wiąże się z gamingiem. Autor z kronikarską precyzją rozpisuje najważniejsze wydarzenia ze świata esportu, ale i prowadzące na szczyt kroki podejmowane przez najpopularniejszych twórców gier, takich jak Valve czy Blizzard.

Słowniczek dla laika

Nawet jeśli autor podczas snutych opowieści ucieka się do specjalistycznego słownictwa, to laik nie powinien mieć problemu z jego zrozumieniem. Na początku książki jest bowiem słowniczek pojęć z wyszczególnionymi: platformami, rodzajami i przykładami gier, nazwami turniejów i imprez sportowych, organizatorów, zespołów oraz specyficzną terminologią używaną w esporcie. Znalazło się także miejsce na opis najpopularniejszych w esporcie gatunków gier i wyjaśnienie, na czym polega ich fenomen.

Esport słowniczek

Redaktorzy książki zrobili wszystko, żeby była ona jak najbardziej przystępna dla każdego. Jednak muszę przyznać, że jeśli ktoś w ogóle nie interesuje się esportem i grami komputerowymi, to musi znaleźć w sobie nieco zapału do zgłębienia tematu, ponieważ Chaloner opisuje temat bardzo szczegółowo.

Nie tylko historia

W pierwszej części książki autor zgłębia również inne ważne tematy. Dużo miejsca poświęca transformacji mediów: internetowi i telewizji. Tłumaczy, dlaczego esport w telewizji nie był najlepszym rozwiązaniem i dlaczego to Twitch okazał się prawdziwym mesjaszem esportu, chociaż jego początkowa koncepcja w ogóle tego nie zwiastowała. Autor pokusił się nawet o diagram próbujący wyjaśnić, skąd, do licha, wzięła się DotA. Sprawa jest, delikatnie mówiąc, skomplikowana:

Część druga – otoczka i realia esportu

Druga część książki to już samo esportowe „mięso”. Chaloner tłumaczy w niej wszystkie kwestie, jakie palą tę dziedzinę rozrywki. Po intensywnej, merytorycznej części pierwszej opowieść o tym, jak wygląda rzeczywistość mieszkańców gaming house’u, jak zażarta może być rywalizacja między zawodnikami, czy jak traktowani są cheaterzy jest przyjemną odmianą. Chociaż ta część książki jest zdecydowanie lżejsza, to nie oznacza to, że jest mniej wartościowa.

Autor w tej części pozytywnie zaskoczył mnie postrzeganiem wielu odcieni szarości w świecie esportu. Na przykład nie uznaje on, że każdy cheater z zasady jest zły. Każdy przypadek za to powinien być postrzegany indywidualnie. Przed rozpoczęciem książki bałem się zero-jedynkowego myślenia autora na temat esportu – w końcu to bardzo ważna część jego życia. Na szczęście ten potrafi wykazać się pewnym dystansem do opisywanych spraw.

Nie chcę zdradzać i wyjaśniać zbyt wielu wątków z drugiej części książki, ponieważ jest ona zdecydowanie najprzyjemniejsza i warto odkrywać ją samemu. Wspomnę tylko, że Redeye świetnie radzi sobie z pokazaniem całej otoczki esportu, przedstawia zawodników jednocześnie jako zwykłych i niezwykłych ludzi. W efekcie podczas lektury można dojść do ciekawych wniosków – na przykład, że modderzy są jak średniowieczni artyści – obie grupy często tworzyły anonimowo – dla uwielbienia samego dzieła i stwórcy.

Gracze poważnie zainteresowani profesjonalną karierą w esporcie znajdą natomiast odpowiedzi, co czeka ich na sportowej emeryturze i jaka jest przyszłość wyczynowego uprawiania gier komputerowych.

Czy esport to sport? Czyli o języku

Jak już wspominałem, Redeye potrafi opowiadać historie – w końcu jest komentatorem sportowym. Jednak czy równie dobrze wychodzi mu to na papierze? Tak, jest naprawdę nieźle. Nie wiem, ile w tym zasługi współpracującego z nim nad książką Benjamina Sillisa, ale język i redakcja książki stoją na przyzwoitym poziomie. Chaloner używa barwnego języka, wykazując się dystansem nie tylko do opisywanego tematu, ale także i samego siebie.

Typowym zabiegiem retorycznym Chalonera jest porównywanie konkretnych sytuacji z esportu do tych z klasycznych dyscyplin sportowych – chociaż twierdzi, iż nie lubi tego robić. Mimo wszystko jest to trafna decyzja, ponieważ przez tego typu porównania zdecydowanie łatwiej zrozumieć mechanizmy rządzące esportem. A przecież ostatecznie esport jest sportem. I o tym też Chaloner przekonuje w swojej książce.

Obrazków nie ma

Niby stare przysłowie sugeruje, że okładka jest najmniej ważną częścią książki, ale trudno nie oprzeć się wrażeniu, że w tym wypadku naprawdę mogło być lepiej. Rozmazane, niewyraźne zdjęcie trochę nie wiadomo czego, nie inspiruje do zagłębienia się w lekturę. 

książka Esport

No i nie ma obrazków. Tylko ponad 400 stron tekstu. Ale to akurat dobrze, bo właśnie taki minimalizm wewnątrz książki bardziej do niej pasuje. Mam wrażenie, że przaśne ilustracje zburzyłyby tylko koncepcję książki, która może nie jest specjalistyczną pozycją, ale na pewno rzetelnie i porządnie napisaną.

Zwiedź Dziki Zachód z Redeyem

Właściwie to poprzednie zdanie bardzo dobrze podsumowuje Insiderski przewodnik po świecie gamingu. Dlatego dodam tylko, że zawsze dobrze jest poznać temat od strony teoretycznej – nawet jeśli jest się już obytym z praktyką na wylot. To właśnie podstawy teoretyczne sprawiają, że można działać świadomie.

Jasne, potrzeba trochę cierpliwości i skupienia, żeby przebić się przez ścianę informacji i wydarzeń przytaczanych niekiedy przez Redeye’a. Ale to właśnie dzięki temu można zgłębić temat i zrozumieć, dlaczego esport funkcjonuje właśnie w taki sposób, a następnie spróbować przewidywać, w jakim kierunku to wszystko dalej pójdzie.

Chociaż pozycja ta absolutnie nie jest przeznaczona tylko dla tych, którzy poważnie myślą o karierze zawodnika esportowego, to jednak najwięcej wyciągną z niej właśnie zapaleńcy. Oni po prostu docenią wszystkie smaczki przytaczane przez Redeye’a. W pozostałej grupie osób autor książki pragnie rozpalić iskierkę zamiłowania do esportu. I mam przeczucie, że może mu się to w jakimś stopniu udać.

Minusy

  • sporadyczne błędy w przekładzie
  • kiepska szata graficzna
  • momentami nużące opisy wydarzeń

Plusy

  • masa smaczków, ciekawostek i anegdot
  • autor prowadzi laika za rękę, ale nie nudzi znawców
  • barwny język autora
  • autobiograficzne wstawki
  • rzetelnie opisana historia esportu i gamingu
  • dystans autora do esportu i samego siebie

Ocena redakcji

8/10
PL - Rekomendacja